Biegłem co sił w nogach,
łapiąc Twoje łzy przeklęte, łapiąc je w dłonie jak szalone ptaki,
które gniewnie rozdziobywały moją skórę słonym kropel kwasem.
Biegłem do Ciebie z naiwnością upośledzonego dziecka,
potykając się o bruk Twoich kolan,
rozbijając czoło o próg Twoich piersi.
Zawsze brakowało mi Ciebie bardziej, zawsze czułem wszystko mocniej.
Powiedz tylko, czemu teraz, kiedy płaczesz ukryta pod pierzyną moich włosów, nosa i ust,
czemu teraz jest mi tak cholernie wszystko jedno.
wtorek, 13 kwietnia 2010
piątek, 9 kwietnia 2010
A deszcz napierdalał jak durny.
A deszcz napierdalał jak durny.
Nawet po wyłączeniu światła widziałem miejsce, w którym ciemność zgasiła jej oczy. Usłyszałem szelest jej skóry i znów to poczułem. Charakterystyczny zapach, nostalgiczne wspomnienie z młodości. Dobrze znam ten zapach; wyciągnąłem rękę natrafiając na poduszki jej piersi. To stąd wypełzła ta kulka ciepła i potu, tocząc woń jej cipy. Przez chwilę wybuch mi w głowie wulkan wspomnień, szalona rapsodia doznań i znów to stare, znajome poczucie wiecznej nieskończoności. Wiecznej...
Szelest jej skóry znów przerwał ciszę, a ja, jak pierdolona zgwałcona cyganka, wbiłem tęskny wzrok w ciemność, chcąc wyżebrać przecież nie więcej jak małe jebanie. Tylko skąd ona mogła o tym wiedzieć.
Nie trudno mi się domyślić, że jej piekielne oczy nie trawią ciemności jak moje i fiut, gdyby miał głos, jęknąłby mi wtedy ze smutkiem jak spaniel przed sklepem mięsnym. Przed kiełbasą.
Wielką, gorącą, soczystą kiełbasą. Ociekającą sosem kiełbasianym, pachnącą jak, o jasny skurwysynu, niebo.
I jedyne co wtedy się dla niej liczyło, a pamiętam to kurwa jak dziś, to to, czym wybrzmiało tamto pojedyncze zdanie. Choć niech chuj mnie strzeli jeśli to było zdanie.
- Ciągle pada. - powiedziała;
skojarzyło mi się to wtedy bynajmniej z jakąś marną popową czy harcerską piosenką, tak, jak zapewne skojarzyłbym to dziś.
Wtedy pomyślałem:
Nawet po wyłączeniu światła widziałem miejsce, w którym ciemność zgasiła jej oczy. Usłyszałem szelest jej skóry i znów to poczułem. Charakterystyczny zapach, nostalgiczne wspomnienie z młodości. Dobrze znam ten zapach; wyciągnąłem rękę natrafiając na poduszki jej piersi. To stąd wypełzła ta kulka ciepła i potu, tocząc woń jej cipy. Przez chwilę wybuch mi w głowie wulkan wspomnień, szalona rapsodia doznań i znów to stare, znajome poczucie wiecznej nieskończoności. Wiecznej...
Szelest jej skóry znów przerwał ciszę, a ja, jak pierdolona zgwałcona cyganka, wbiłem tęskny wzrok w ciemność, chcąc wyżebrać przecież nie więcej jak małe jebanie. Tylko skąd ona mogła o tym wiedzieć.
Nie trudno mi się domyślić, że jej piekielne oczy nie trawią ciemności jak moje i fiut, gdyby miał głos, jęknąłby mi wtedy ze smutkiem jak spaniel przed sklepem mięsnym. Przed kiełbasą.
Wielką, gorącą, soczystą kiełbasą. Ociekającą sosem kiełbasianym, pachnącą jak, o jasny skurwysynu, niebo.
I jedyne co wtedy się dla niej liczyło, a pamiętam to kurwa jak dziś, to to, czym wybrzmiało tamto pojedyncze zdanie. Choć niech chuj mnie strzeli jeśli to było zdanie.
- Ciągle pada. - powiedziała;
skojarzyło mi się to wtedy bynajmniej z jakąś marną popową czy harcerską piosenką, tak, jak zapewne skojarzyłbym to dziś.
Wtedy pomyślałem:
"jaka ona jest zajebiście samotna. "
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
