Z krawężnika obserwuje ciągły ruch zatrutego snami miasta. Znów wypluło mnie własne mieszkanie, nie mogąc słuchać jęków zarzyganych moimi słowami kartek.
Już nigdy więcej.
Dookoła tylko smród wysranego życia, bezpańskie koty i bóg utulony z niedopałków i sylwestrowych petard, w którego, ja pierdolę, wierze.
Chciałby móc Ci przysięgać, obiecywać, że nigdy więcej. Że będzie tulił. Wyprze się kolorowego świata narkotyków i zostanie z Tobą w Twoim niedoskonałym, papierowym, zwykłym życiu. Chciałby.
Ale nie potrafi.
Od kata do kąta od okna do drzwi. Dwadzieścia metrów kwadratowych jego osoby i zapach tuszu rozmazanego brzegiem dłoni na kartce.
Czego się spodziewałaś? Sama nazwałaś go artystą.
czwartek, 31 marca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz